1 października 2011
wpadłam na pomysł, żeby zrobić sobie wycieczkę do koleżanki. i powiem, że się udała. pochodziłyśmy po mieście, w którym mieszka, zwiedziłam korytarze jej szkoły, przycupnęłyśmy w fajnej kawiarni w rynku, zwiedziłam galerie :D, i wróciłam z powrotem. było miło, szkoda tylko, że tak rzadko się widujemy. ale w zasadzie nie o tym chciałam napisać. w związku z tym, że stwierdziłam, że im wcześniej wyruszę tym lepiej wstałam dzisiaj koło szóstej rano. i było mi dobrze :D. wstałam z przeświadczeniem, że nie jest ze mną tak źle, i że coś może jednak umiem. dostałam to wymarzone, szczęśliwe zakończenie i zaczynam tak jakby coś nowego. udało mi się zdać ten cholerny egzamin, zdążyłam oddać prace dyplomową, i co chyba najważniejsze udało mi się bez większego wysiłku obronić się i z lekkim stresikiem zdążyłam złożyć papiery na mgr. czuję się uskrzydlona, mam 2 DNI WAKACJI, no liczmy 4 bo zajęcia zaczynają się od środy ( pomijam fakt, że do jakiej grupy bym nie należała plan jest beznadziejny, a przedmioty... zapowiadają się... przerażająco, ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle). czuję lekką dumę, tak coby nie popaść w zbyt duży nie zasłużony samozachwyt. udało mi się. jak to ktoś powiedział "renata zawsze spada na cztery łapy, jak kot". mam nadzieję, że dalej tak pozostanie i zrobię magistra :D (jak to mawiają mgr można gówno robić... i nieźle zarobić :D), że wszystko ułoży się dobrze, a najlepiej bardzo dobrze :D. a na razie niezmiernie cieszę się, że udało mi się zdać wszystko, napisać dobrą prace analityczną i obronić licencjat, oraz dostać się na mgr. wiem, powtarzam się, ale zazwyczaj mam kijowy humor, a to.., takie szczęście... naprawdę uskrzydla.
10 września 2011
9 września 2011
Grzegorz Turnau - Życia modele
zastanawiałam się co to za piosenka. gdy już doszłam do wniosku, że ją znam, przyszła mi na myśl kaśka n. potem jakoś mimochodem kaśka b, magda g. i skoro pomyślałam o już prawie wszystkich przyjaciółkach nie mogłam zapomnieć o ewelnie s. ale to nie zmienia faktu, że najbardziej pomyślałam o kaśce n, o jej "życiu" i "poszukiwaniach", dlatego pierwszy raz dedykuje komuś notkę. to dla ciebie ;p, żebyś w końcu znalazła tego co/kogo szukasz.
3 września 2011
cóż za ironia losu. rano trzeba wypić kawę, żeby wiedzieć co się czyta w durnych książkach, i żeby coś z nich wiedzieć. potem w zasadzie nie można zasnąć i siedzi się prawie do 4. potem śpi się, prawie do 11. i tak coraz bardziej ma się rozregulowany sen, nerwy i psychikę. w zasadzie nie byłoby w tym spaniu nic złego, gdyby nie te inne czynniki, które doprowadzają człowieka do skrajnej rozpaczy. ale gdyby się przyjrzeć, są to następstwa kolejnego błędnego koła. czyli wychodzi na to, że życie ciągle zatacza kręgi? możliwe, tylko że najtrudniej chyba jest wskoczyć na inny krąg, mniej błędny i mniej destruktywny.
najgorzej jest jednak wtedy, gdy człowiek nie potrafi poradzić sobie z nadmiarem uczuć, myśli, czynnościami do wykonania, nerwami do opanowania, z przyjmowaniem przyszłości i zostawianiem przeszłości za sobą. zaczyna zamykać się w sobie. nie trafiają do niego żadne argumenty. a co gorsza zaczyna coraz bardziej pogrążać się we "własnym smutku". aż w końcu albo się otrząśnie albo jeszcze bardziej zacznie robić głupoty.
najgorzej jest jednak wtedy, gdy człowiek nie potrafi poradzić sobie z nadmiarem uczuć, myśli, czynnościami do wykonania, nerwami do opanowania, z przyjmowaniem przyszłości i zostawianiem przeszłości za sobą. zaczyna zamykać się w sobie. nie trafiają do niego żadne argumenty. a co gorsza zaczyna coraz bardziej pogrążać się we "własnym smutku". aż w końcu albo się otrząśnie albo jeszcze bardziej zacznie robić głupoty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


