22 stycznia 2012
19 stycznia 2012
13 stycznia 2012
to miłe usłyszeć komplement, że przy kimś ktoś się otwiera i pozwala sobie na więcej. to znaczy pozwala sobie na powiedzenie rzeczy, z których nie koniecznie ze wszystkimi gada. powiedzieć więcej o sobie i mieć do niej zaufanie. tak samo zaskakujące jest usłyszeć, że jest się "10000 razy lepszą" od psychoterapeuty i seksuologa, szczególnie jak nie ma się pojęcia ani o jednym ani o drugim. jednak chyba coś w tym jest, szczególnie jak się lubi słuchać. owszem, są tematy których trudno się słucha, i jeszcze trudniej jest coś powiedzieć. ustaliłam jeszcze jeden niechcąco fakt. a mianowicie, że trudniej słucha się zachwytu niż narzekania, (szczególnie na druga osobę;p). a już zupełnie trudne jest słuchanie monotonnego zachwytu, który po prostu jest nie do przeskoczenia i jak słuchacz nie koniecznie ma się z czego cieszyć (np. ma kiepski humor), albo nie umie taaak ogromnie cieszyć się z tą drugą osobą. czyli wychodzi na to, że najlepiej zachować jakiś umiar:D.
10 stycznia 2012
29 grudnia 2011
ile razy zabieram się do pisania notki, w której chciałabym posmęcić, tyle razy wydaje mi się, że nie powinnam. w internecie jest pełno wpisów użytkowników, którzy wylewają swoją frustracje, gniew, chamstwo, smutek czy idiotyzm. w rezultacie prawie z całej tej globalnej sieci jest "śmietnik", nad którym traci się nie potrzebnie czas. przyznaję się bez bicia, ale lekko zażenowana, że jestem jedną z takich osób, które tracą w ten sposób czas, zamiast chociażby wziąć się w garść. to przydałoby się najbardziej, choć w zasadzie to chodzi o to, żeby dorosnąć! taa.... właśnie zdałam sobie sprawę, że w zasadzie zostałam z tym w tyle. ciągle niepoważna, z głową w chmurach... no może te chmury najmniej do mnie pasują, ale użyje już tej metafory........
a szlag z tym wszystkim i niech to piorun poprawi!!
czuję się beznadziejnie i beznadziejna! tak, to chyba najbardziej skondensowana myśl i stan, który opisuje całą moją chęć do narzekania. tzn. mogłabym się rozpisać, ale w zasadzie zastanawiam się po co? i tak to wszystko wszystkich g obchodzi, nie zrozumieją, a ja wszystkiego do końca ładnie, pięknie nie ogarnę. tak czy inaczej, z całym tym bajzlem zostaje sama i nikt mi nie pomoże.
a szlag z tym wszystkim i niech to piorun poprawi!!
czuję się beznadziejnie i beznadziejna! tak, to chyba najbardziej skondensowana myśl i stan, który opisuje całą moją chęć do narzekania. tzn. mogłabym się rozpisać, ale w zasadzie zastanawiam się po co? i tak to wszystko wszystkich g obchodzi, nie zrozumieją, a ja wszystkiego do końca ładnie, pięknie nie ogarnę. tak czy inaczej, z całym tym bajzlem zostaje sama i nikt mi nie pomoże.
16 grudnia 2011
obejrzała stary odcinek kuby wojewódzkiego z cezarym pazur, który mówił o swoim filmie. i w związku z tym, że kiedyś nawet myślałam, żeby obejrzeć ten film, zrobiłam to dzisiaj. i w zasadzie dawno tak nawet fajnego, polskiego filmu nie wiedziałam. pazura mówiąc o malaszyńskim, że kamera go kocha, miał trochę racji. troszeczkę dziwnie wpleciony wątek chęci zaistnienia nowego gangu na mieście, który niby nie pasuje dodaje jakby finezji? nigdy nie pisałam "recenzji filmu", ale na tyle mi się spodobał "weekend", że postanowiłam napisać o tym tutaj.
film cezarego pazury "weekend"
film cezarego pazury "weekend"
13 grudnia 2011
chyba ogarnęło mnie szaleństwo kupowania... książek. w ciągu 2 miesięcy kupiłam i zamówiłam przez internet z 13 książek, w tym zadziwiająco dużo albumów. mówiłam już, że zaczęło się od alfonsa muchy, ale tak naprawdę pierwszym alblum jaki kupiłam był za 9zł z rzeczypospolitej "hokusai". w poniedziałek kupiłam kolejny album z podobnym malarstwem (w tej samej księgarni na grodzkiej) "hiroshige". co dla mnie ciekawe w domu zorientowałam się, że to dwaj różni malarze ;p (trudność w odróżnieniu polegała na tym, że japońscy malarze w różnym okresie tworzenia zmieniali podpisy swoich dzieł.) siedząc przez tydzień w domciu, skusiłam się na "świat według clarksona", bo miało być śmiesznie. no i po przeczytaniu 1/3 wszystkich felietonów, w zasadzie jeszcze nie wybuchnęłam śmiechem. jest kilka rzeczy podchodzących pod śmieszne, ale brytyjski humor i ironia niestety nie doprowadzają mnie do parskania śmiechem, jak jest to napisane na okładce książki. w tym samym czasie zamówiłam jeszcze kolejne książki, ale o nich już mówiłam. nie wypowiem się dokładnie o nich, bo jeszcze ich dokładnie nie obejrzałam ani nawet nie zaczęłam czytać. mogę powiedzieć, że ta niebieskawa książka "alfons mucha" zawiera zarówno obrazy jak i rzeźby i fotografie; "secesja" w większości składa się z obrazów, a nie z opisu samej secesji. no i w tym tygodniu zamówiłam kolejne sześć książek, skuszona 5% rabatem i darmową przesyłką. z resztą, tą czarną książkę "art deco" i "alfonsa muche" chciałam już wcześniej "dokupić". drugie "art deco" skusiło mnie ceną i ilością stron, jednak dopiero po złożeniu zamówieniu zobaczyłam ją w matrasie o 4zł droższą;p. nie no myślę, że źle nie zrobiłam, bo jak zauważyłam w niej jest trochę opisu, więc może czegoś ciekawego się dowiem. wspomnienia o marku grechucie w zasadzie kupiłam dla mamy;D, a "bóg, życiorys i twórczość" jakoś tak już wcześniej o niej myślałam i ciekawy miała opis. no i została jeszcze jedna pozycja;p. "kiki van bethoven". ją zamówiłam bo jest to książka erica emmanuela schmitta, a ja mam wszystkie jego książki, ale przyznaje się bez bicia, że jeszcze nie wszystkie przeczytałam (ale o nich może kiedy indziej). jedynym wytłumaczeniem, a może marnym usprawiedliwieniem jest jeszcze to, że w listopadzie miałam imieniny, a w grudniu jest mikołaj i święta... . jednak doszłam dzisiaj do wniosku, że przydał by mi się szlaban na książki, bo mam sporo których jeszcze nie przeczytałam.... no dobra... bardzo dużo książek które nie przeczytałam.
c.d.n.
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


